Podaj hasło
    
CD Accord Sp. z o.o. English
e-mail
Firma Katalog Artyści Dystrybutorzy Kontakt Nowości
   
Katalog
< >






Pomysł Holendra Tułacza narodził się w okresie pobytu Wagnera w Rydze, gdzie w latach 1837-39 dyrektorował on lokalnemu teatrowi operowemu. Kluczowy przy tym wydaje się moment dramatycznej ucieczki stamtąd w obawie przed wierzycielami, w nadziei na znalezienie lepszych warunków rozwoju, karierę oraz sławę, którą łudził się osiągnąć w Paryżu. Wyjazd z Rygi nie był łatwy. W drodze na zachód deptała mu po piętach policja carska z nakazem aresztowania za niespłacone długi i próbę nielegalnego przekroczenia granicy. 9 lipca 1839 roku Wagner wyruszył z Mitawy, gdzie z kierowaną przez siebie operą ryską przebywał akurat na gościnnych występach. Nie bez kłopotów dotarł do portu w Pilawie. Tam bez dokumentów wsiadł na pokład żaglowca „Tetyda”, a opłaciwszy załogę ukrył się wraz z małżonką Minną w okrętowej ładowni aż do momentu wyjścia statku w morze. Celem rejsu miała być Kopenhaga. Podróż morska zaskoczyła jednak uciekinierów swoim nieoczekiwanym przebiegiem. Już pierwszego dnia rozpętała się burza, a w nocy – jak później wspominał – na rozszalałym morzu dostrzec miał rzekomo jakiś statek-widmo. Wtedy ponoć zaświtała mu w głowie myśl o Holendrze Tułaczu. Tymczasem „Tetyda” przymusowo szukała schronienia u wybrzeży Norwegii. Gdy tylko morze się uspokoiło, ujrzał Wagner zapierający dech w piersiach widok nabrzeżnych skał otaczających norweskie fiordy. Ponoć ciszę jaka nastała przerwać miał wówczas radosny krzyk ocalonych marynarzy. Scena ta niczym reminiscencja owej podróży wróci później na początku I aktu opery. Dramatycznym przygodom jednak nie było końca. Statek wychodząc z norweskiego portu uszkodził rufę i dryfując, znowu w gwałtownym sztormie, 12 sierpnia miast do Kopenhagi dotarł do Londynu. Na szczęście, stamtąd już bezpiecznym rejsem Wagner udał się do Francji.

Pobyt w Paryżu to dla Wagnera czas wielkich, ale niestety zawiedzionych nadziei. Kompozytor przywiózł tam niemal gotową partyturę Rienziego – dzieła w stylu „wielkiej opery historycznej”, licząc na jego wystawienie. Tam też napisał libretto i skomponował muzykę do Holendra Tułacza. Nad Sekwaną poznał wreszcie osobiście Giacomo Meyerbeera – najsłynniejszego wówczas twórcę operowego w Europie, u którego zabiegał o wsparcie i pomoc. W osobie Meyerbeera – wbrew późniejszym zaprzeczeniom – znalazł upragnionego sprzymierzeńca i protektora. Próżne okazało się jednak oczekiwanie, że ten pomoże wprowadzić dzieła Wagnera na deski Opery Paryskiej. To przekraczało nawet jego wpływy i możliwości, czego Wagner niestety nie chciał zrozumieć. W niedalekiej przyszłości podziw i uwielbienie dla starszego kolegi przerodzą się w tak wielką nienawiść, że gdy w roku 1843 Robert Schumann napomknął o pewnym podobieństwie Holendra Tułacza do Roberta Diabła Meyerbeera, Wagner miał odpowiedzieć, że takie filiacje „nawet na odległość” byłyby mu wstrętne. W roku 1851 wyznał zresztą ze złością Lisztowi, że z Meyer­beerem nie ma nic wspólnego!

 

Szymon Paczkowski