Podaj hasło
    
CD Accord Sp. z o.o. English
e-mail
Firma Katalog Artyści Dystrybutorzy Kontakt Nowości
   
Katalog
< >






O ogromnej fascynacji J. S. Bacha lutnią, świadczy fakt posiadania przez niego co najmniej dwóch instrumentów klawiszowych przypominających brzmienie lutni, zwanych "Lautenclavicymbel". Prawdopodobnie w związku z tym instrumentem powstały jego suity "lutniowe". W ten sposób utwory te dokumentują połączenie różnych tendencji instrumentów klawiszowych i szarpanych, co tworzy wokół nich szczególną aurę, przynosi jednak ze sobą pewną trudność interpretacyjną.
Dotyczy to przede wszystkim Suity c-moll. W jej transkrypcji na lutnię dokonanej przez J. Chr. Weyraucha, napotykamy na brak dwóch części, fugi i doubla. Zostały one pominięte, prawdopodobnie ze względu na ich zbyt wysoką trudność wykonawczą. Na gitarze jednak utwór ten brzmi naturalnie i zyskuje przy tym wyjątkową barwę. Frapujący temat rozpoczynający preludium posiada wyraŮne kontury, tym niemniej wzbudza ogromną ciekawość: solidność i wrażliwość w jednym. Ponad nieustającym energicznym rytmem rozpościera się cień rezygnacji.
Równie niepowtarzalnym odkryciem jest śpiewny temat sarabandy. Jego nieustannie rozwijająca się myśl absorbuje i jednocześnie uwalnia. W miejsce oczekiwanego allemand rozbrzmiewa da capo fuga, która mimo swojej surowej formy oddziałuje spokojnie, kontemplacyjnie, wcale nie archaicznie. Niezmiernie interesujące jest umieszczenie obok niej fugi z "Folia de EspaÚa" Manuela Marii Ponce, w której utwór ten po dwudziestu wariacjach osiąga swoją kulminację. Każda wariacja posiada swój własny charakter i jednocześnie przygotowuje nastrój następnej. W ten sposób wyczerpuje kompozytor prawie wszystkie konwencjonalne możliwości gitary klasycznej bez ostentacyjnego popisu. Ta niepowtarzalna kompozycja jest prawdziwym hołdem złożonym gitarze i wydobywa z niej ogromną różnorodność barw.
Tym niemniej oczyszczająca melancholia unosi się ponad całym utworem. Podobno niegdyś Segovia zachęcał Ponce'a, aby ten komponował w jaśniejszym i bardziej optymistycznym tonie. Wydaje mi się jednak godnym uwagi, że Ponce nadając każdej wariacji indywidualny charakter, nie traci ani na chwilę wewnętrznego balansu kompozycji. Przeciwnie, bogactwo niuansów nadaje wariacjom jedyną w swym rodzaju intensywność, która chroni je przed czystą subiektywnością.
Doznajemy najróżniejszych wrażeń, kiedy wariacje wywołują zmieniające się sceny. Na koniec jednak, wszystko to zostaje zmiecione jak przez jakiś wiatr. Jakież to niezwykłe, że to musi się wydarzyć w formie fugi!