Podaj hasło
    
CD Accord Sp. z o.o. English
e-mail
Firma Katalog Artyści Dystrybutorzy Kontakt Nowości
   
Katalog
< >






Skrzypce Szymanowskiego

1. Z nagranych na tej płycie utworów wywieść można ewolucję stylu skrzypcowego Karola Szymanowskiego. Następujące utwory powstawały w latach:

Sonata d-moll op. 9 - napisana w roku 1904, wydana - 1911, pierwsze wykonanie - Warszawa 1909 (Paweł Kochański, Artur Rubinstein). ["Sonatę skrzypcową poszlę zapewne na konkurs (gdzieś w Londynie): 1000 marek I nagroda, choć naturalnie weźmie ją jakiś dureń - nie ja". (z listu 1909) "...lepiej więc byłoby ogłosić drukiem Skrzypcową sonatę, rzecz pod każdym względem popularną..." (z listu 1910)]

Kołysanka (La berceuse d´Aitacho Enia) op. 52 - skomponowana w lipcu 1925 w Saint-Jean-de-Luz. Wydanie 1925.

Nokturn i Tarantella op. 28. Nokturn powstał wiosną, a Tarantella latem 1915, w Zarudziu i Ryżawce. ["Tarantella powstała na podłożu doskonałego humoru, w który Szymanowskiego i Kochańskiego wprawiła butelka świetnego koniaku, wyciągniętego gdzieś z głębi szafy nieobecnego gospodarza przez bezceremonialnych gości". (ze wspomnień Augusta Iwańskiego)] Wydanie 1921. Transkrypcja Fitelberga na orkiestrę symfoniczną 1937.

Pieśń Roksany - transkrypcja z opery Król Roger (1924); opracował Paweł Kochański w roku 1926. Wydanie 1926.

Taniec Harnasiów - transkrypcja Pawła Kochańskiego z muzyki do baletu-pantomimy Harnasie (1931), oparta na tematach Nr 9 ( Hala) i Nr 8 (Wejście Harnasiów). Napisana latem 1931 w Zuoz (Szwajcaria). ["Zrobiliśmy z Pawłem śliczne dwie sztuczki na skrzypce (jedną kurpiowską i z Harnasiów)". "Pracowałem nawet trochę z Pawłem i zrobiliśmy dwie doskonałe transkrypcje". (z listów Szymanowskiego)] Wydanie 1931.

Mity - Trzy poematy na skrzypce i fortepian op. 30. Napisane wiosną, od marca do czerwca 1915 w Zarudziu (pierwotny tytuł Nr 1: La source enchantée). ["...my z Pawełkiem stworzyliśmy w Mitach i Koncercie nowy styl, nowy wyraz gry skrzypcowej, rzecz pod każdym względem zupełnie epokową. Wszystkie utwory innych kompozytorów zbliżające się do tego stylu - choćby oni byli najgenialniejsi - powstały później, tzn. albo pod bezpośrednim wpływem Mitów i Koncertu, albo przy bezpośrednim współudziale Pawełka". (z listu do Z. Kochańskiej, 1930)] I wydanie 1921.

Wykonanie - Humań 1916 (na koncercie dobroczynnym: Paweł Kochański, kompozytor).

(Zestawienie powyższe wg: Kornel Michałowski Karol Szymanowski - Katalog tematyczny dzieł i bibliografia. PWM, Kraków 1967)

Dla Szymanowskiego skrzypce były najważniejszym z solowych instrumentów, obok fortepianu, który, jak u większości kompozytorów tego czasu, pełnił funkcję zasadniczego instrumentu warsztatowego. W medium fortepianowego brzmienia kształtował Szymanowski harmonię swojej muzyki, współbrzmieniowość, nową tonalność, polifonię, kontrapunkt, układy fakturalne. W medium skrzypiec zaś doświadczał melodii i barwy brzmienia w jej najsubtelniejszych niuansach. Skrzypce stanowią pierwszą i najważniejszą materię brzmieniową muzyki Szymanowskiego. "Gorąca fraza" skrzypiec - solowa, kameralna, zwielokrotniona w orkiestrze - jest czołowym znamieniem jego stylu indywidualnego. To zaś, czego Szymanowski nowatorsko dokonał w dziedzinie skrzypiec, przyrównać można jedynie - według trafnego spostrzeżenia Stanisława Leszczyńskiego - do osiągnięć Debussy´ego w zakresie muzyki fortepianowej.

 

W utworach skrzypcowych uderza nas szczególna bujność muzyki; cecha zresztą znamienna dla całej twórczości Szymanowskiego. A to znaczy, że muzyka, zrodzona z bogactwa i naporu inwencji, kształtowana jest fantazyjnie, asymetrycznie, rozwijana szeroko, kapryśna w narracji, zmienna w ruchu, tempie i rytmie. Jej linie melodyczne i kształty brzmieniowe są "secesyjnie" giętkie, wijące się, powłóczyste, "roślinne" - niby łodygi, gałęzie, pąki, liście, kwiaty... Że uwodzi nas ta muzyka zmysłowym przepychem dźwiękowego piękna, a stanem jej właściwym jest stały rozkwit - późnej wiosny, wczesnego lata... Jej piękno nam się wprost u-naocznia, utwór muzyczny staje się również jakby obrazem, rozfalowany, migotliwy w niuansach koloru, świetlisto-cieniowy... Frapująca jest ewolucja skrzypcowego idiomu Szymanowskiego od późnoromantycznej, rapsodycznej melodyjności Sonaty, do gorącego impresjonizmu Mitów...

 

2. Szymanowski w swoich utworach skrzypcowych jawi nam się jako wielki, ostatni może tej miary w muzyce Zachodu, melodysta. Czuje się jak bardzo bliska mu jest ta właśnie strona muzyki: romantyczna świeżość melodii, jej późnoromantyczna dojrzałość, postromantyczna (Straussowska) przejrzałość, nowo-melodyczny impresjonizm Debussy´ego... W prezentowanych tu utworach skrzypcowych mamy pełny wachlarz stylów melodycznych Szymanowskiego:

  • Późnoromantyczną, szeroką, pełną rozmachu frazę i wydłużaną linię, melodię patetyczno--rapsodyczną, narracyjną, liryczną, dramatyczną, ludyczną - w Sonacie (powstała z inspiracji Brahmsa i Francka jest w tym reminiscencyjnym stylu sonatowym utworem znakomitym, najlepszą bodaj z polskich sonat początku wieku!).
  • Melodie ze źródeł bardziej popularnych, pieśniowo-piosenkowo-tanecznych w hispanizującym Nokturnie (habanera), w italianizującej Tarantelli.
  • Melodię pieśniowo-liryczną - w Kołysance.
  • Melodię pieśniowo-aryjną - w Pieśni Roksany z Króla Rogera.
  • Melodię o proweniencji ludowej, góralskiej - liryczną i taneczną.

W każdym z tych "zapożyczonych" idiomów melodycznych Szymanowski jest w pełni sobą, kompozytorem w żywiole melodii rozmiłowanym, rozsmakowanym w instrumentalnej śpiewności.

Styl zaś melodyczny najbardziej oryginalny, nawskroś własny stworzy w Mitach, powstałych w kręgu III Symfonii i I Koncertu skrzypcowego. W ciągu dziesięciu lat, od Sonaty do Mitów, melodyczno-tonalny język Szymanowskiego przechodzi znamienną ewolucję. Zmienia się charakter melodii: modus śpiewności emocjonalnej, późnoromantycznej zmierza, rzec można, w stronę melodyczności "impresjonistycznej", wrażeniowo-kolorystycznej; w czarodziejsko-alchemicznym medium skrzypiec melodia przekształca się w melodio-barwę.

Nikt jeszcze przed Szymanowskim w podobny sposób skrzypiec nie traktował; nikt nie wydobył z ich śpiewnej mowy takiego bogactwa nowych barw i odcieni brzmieniowych. I żaden jeszcze kompozytor tak rewelacyjnie nie zestroił melo-kolorystyki skrzypiec z kolorystyką harmoniczną fortepianu. Te dwa "ciała brzmieniowe" (których współpartnerstwo dużą ma już w muzyce Zachodu tradycję) w sposób fascynująco nowy tu ze sobą współgrają, w nowym, symbolistyczno-impresjonistycznym stylu. Ów styl zaś urzeczywistnić się mógł - z inspiracji Debussy´ego i Skriabina - w medium harmoniki swoiście rozluźnionej, gdzie funkcyjne napięcia przekształcają się w energie barwy; cała zaś, maksymalnie rozwinięta technika gry skrzypcowej - w której arkana wtajemniczał Szymanowskiego jego przyjaciel, znakomity skrzypek Paweł Kochański - służy tu nowemu stylowi muzyki skrzypcowo-fortepianowej: rozmaite artykulacje, kontrasty rejestrów, gra w różnych pozycjach, pełnym dźwiękiem i con sordino, dźwięk non vibrato, flażolety...

3. Frapująca dialektyka utworów Szymanowskiego: współgrają w nich mianowicie, w sposób dlań tylko właściwy, dwa kontrastowe stany muzyki:

  • melodyczno-harmonicznego swobodnego przepływu, rozkołysania, rozfalowania, miękkości, światło-cieniowej niuansowości (inaczej: introwertyczny stan estetycznej kontemplacji, oczarowania, zachwytu, rozsmakowania w pięknie brzmieniowym);
  • ekstrawertyczny stan intensywnej energii, wzmożonej aktywności rytmu (Szymanowski wraz ze Strawińskim, Bartókiem partycypuje tu w znamiennym dla pierwszych dekad XX wieku nurcie witalistycznej odnowy muzyki przez rytm).

Utwory skrzypcowe sugestywnie ukazują kontrast i proporcje tych dwu stanów muzyki, i to jak one się przenikają: subtelnie-aluzyjny dreszcz rytmu w melodii Nokturnu, delikatny puls rytmu w melodyjnej Kołysance, epizodyczne wzmożenie energii rytmu w Sonacie. Rytmem intensywnym zdominowane są: Taniec Harnasiów (poprzedzony liryczną melodią pieśni), Tarantella. W trzecim z Mitów rewelacyjnie przeplata się i kontrastuje stan melodycznego oczarowania ze stanem rytmicznego ożywienia...

4. Utwory skrzypcowe (bujność inwencji, bogactwo ukształtowań muzyki Szymanowskiego skłania nas do takiej supozycji) powstawały w rezultacie współgrania trzech rodzajów twórczej wyobraźni: muzycznej, poetyckiej, malarskiej (obrazowej). Jest to muzyka, przy rozpatrywaniu której, kluczowym będzie problem inspiracji - wewnątrzmuzycznej i zewnętrznej. Pytamy więc o jej źródła. Pytanie istotne, zważywszy szczególną otwartość Szymanowskiego na różne inspiracji źródła, czułość na podniety, impulsy - kultury i natury (przez kulturę przyswojonej). Źródła inspiracji kompozytora tkwiły w literaturze - poezji, prozie, dramacie, w dziełach malarstwa, rzeźby, architektury, w miastach i krajobrazach... A osobowość Szymanowskiego kształtowała się i dojrzewała w dobrych dla sztuk wszelkich czasach symbolizmu i modernizmu, Schopenhauerowskiego z ducha pesymizmu, przerafinowanego (dekadenckiego) pan-estetyzmu, młodej secesji; w czasach poetyckiego "wyżu", rozkwitu poezji różnego rodzaju i różnej wartości.

Sam Szymanowski obdarzony był sporym talentem literackim, pisał wiersze, nowele, powieść Efebos (z której zachowały się tylko fragmenty). Obok muzyki sztuka słowa była mu najbliższa. Na literaturze znał się wybornie, czytał dużo, także po niemiecku, rosyjsku, francusku, angielsku... Mniemać można, że te lektury, również filozoficzne (Nietzsche, Szestow), wzbogacały jakoś jego muzykę, w jej frapującej złożoności, nasyceniu pięknem. Cóż więc mogło inspirować jego utwory skrzypcowe?

Sonatę (co oczywiste) - młodzieńcze urzeczenie bujnością formy i ekspresji późnoromantycznego stylu.

Kołysankę - może sam szczególny modus tego gatunku (?), sięgający ludowej dawności, wokalny, unikalnie rozkwitły fortepianowo u Chopina.

Nokturn i Tarantellę - jakieś echa hiszpańsko-włoskie, reminiscencje podróży?

Pieśń Roksany, Taniec Harnasiów - wywiedzione są przez kompozytora z jego dzieł scenicznych, inspirowane melodyjnością operową i czarem muzyki góralskiej...

W Mitach natomiast - gdzie poetyka dźwiękowa Szymanowskiego osiąga apogeum nowych wartości - na źródła inspiracji wskazują już same tytuły. Z przebogatej skarbnicy mitów greckich wziął Szymanowski trzy opowieści: o nimfie Aretuzie, o Narcyzie i nimfie Echo, o igraszkach bożka Pana z nimfami (Driadami). I wysnuł z tych historii - transponując w muzykę ich aurę i akcję - cudownie wyraziste, wielobarwno-migotliwe obrazy dźwiękowe, których czarodziejstwu nie sposób się oprzeć! Ich piękno, intensywne, bujne, gorące, świadczy o wielkiej wrażliwości Szymanowskiego na przebogatą fantastykę greckich mitów, ich poetycko-malarską sugestię, i na przestrzeń krajobrazową, w których te historie się rozgrywają: grecko-sycylijskie Południe, które kompozytor znał przecież z młodzieńczych podróży. [jak pisze Tadeusz Zieliński w swej monografii Szymanowskiego (PWM 1997): "pobyty te {w Italii} kompozytor zaliczy później do najszczęśliwszych chwil w swoim życiu. Od roku 1909 do wybuchu I wojny światowej wyjeżdżał tam niemal każdej wiosny. [...] Szczególnie ważny dla niego - i dla jego coraz głębszych zainteresowań antykiem - był pobyt na Sycylii w 1911 roku. W Palermo wielkie wrażenie wywarły na nim starogreckie metopy z IV-VI wieku przed Chr.; w Syrakuzach wyobraźnię jego poruszyło położone obok hotelu źródło Aretuzy, jak też związana z nim legenda; w Segeście zachwycił się grecką świątynią z V wieku przed Chr.; w Taorminie - grecko-rzymskim teatrem".

Z jakich literackich ujęć mitologii mógł korzystać? Z niemieckich zapewne książek, których w owym czasie było już sporo. Może też z Przemian Owidiusza, obejmujących przecież także trzon mitologii...

Nam pozostaje tu jeszcze przypomnieć owe trzy mityczne wątki, będące kanwą dla urzekająco poetyckiej i cudownie obrazowej muzyki.

Źródło Aretuzy

- "Syrakuzy są małym miastem [...] kiedyś było ono bardzo wielkie. [...] Ze starożytności ocalało troche ruin i dwie bajki. [...]

Z dwóch grot podziemnych tryskają jasne, błękitne strumienie. To Alfejos i Aretuza. [...] Alfejos był bogiem owej rzeki, co biegnie przez równinę Olimpii, Aretuza zaś nimfą, tomarzyszką Artemidy. Alfejos kochał Aretuzę, która przychodziła kąpać się w jego wodach. W najbardziej upalne dni lata, kiedy nawet źródła w górach zasypiały, podpływał na jej spotkanie chłodną, obfitą strugą. Spragnionym zwierzętom spod pysków umykał, najdrobniejsze włókienka ściągał spośród żwirowisk, nieomal kroplę do kropli ciułał, aby oszczędzić wodę na kąpiel swej nimfy. Aretuza nic o tym nie wiedziała. W dziewiczym społeczeństwie Artemidy nie wolno było myśleć o miłości. Aż raz - ach! oczy rękoma przysłoniła, nagie ciało zakryła włosami - wyszedł ku niej sam bóg rzeczny, Alfejos, o długiej wilgotnej brodzie, z rogami byka nad czołem. Ledwo krokiem ruszył, już się porwała i uciekła. Uciekała przez całą równinę Elidy, przez krzaki kolczaste, po kamienistych drogach, po zoranych polach. Alfejos ją gonił. Słyszała za sobą szum wód. Niebo zmętniało. Rozlegał się daleki huk gromów. Pod wiatrem drzewa gięły się do ziemi. Nogi mdlały czując dotknięcie nadbiegającej wody. Wezbrane ramiona szalonego boga zaczęły ją okrążać. Długie, szybkie, płynne palce przesunęły się już dokoła jej bioder. Wybuchła w niej nagła jak piorun modlitwa. Była to jedna chwila gwałtownego uniesienia i zgrozy, tak zwarte, tak potężne zaklęcie niebios, że na zachwianym Olimpie ocknął się Dzeus i wejrzał w ten mały skrawek ziemi, skąd cicha dusza nimfy z taką nieodpartą mocą go wołała. Pod naciskiem wszechwładnych oczu boskich ciało Aretuzy rozwiązało się i spłynęło w dół cieniutkim potokiem. Chybkim jak błyskawica zawrotem mała stróżka wody wyminęła rozlane fale Alfejosa, ukryła się pod ziemią, przebiegła morze i już swobodna wytrysła na syrakuzańskiej wyspie. Lecz Alfejos odbył tę samą drogę i doścignął swą kochankę tam, skąd już nie było ucieczki". (Jan Parandowski Dwie wiosny)

Narcyz

"Nimfa Liriope miała z Kefisosem syna tak pięknego, że zdawał się stworzony, aby wzbudzać miłość, nazwała go Narcyzem. Poszła raz do starego ślepca Tejrezjasza, by się dowiedzieć o przyszłość młodzieńca, czy będzie żyć długo.

- Jeśli siebie nie pozna - brzmiała odpowiedź wróżbiarza. [...] Już Narcyz miał lat siedemnaście. Jeszcze dziecko, a już młodzieńcem się stawał. Lgnęli do niego chłopcy i dziewczęta, lecz w tak powabnym ciele tkwiła jakaś duma dzika, był nieprzystępny i czysty.

Gdy raz naganiał w sieci lękliwe jelenie, ujrzała go znienacka nimfa, ta, co nie umie sama milczeć, ni pierwsza się odezwać, oddźwięczna nimfa Echo.

Echo nie tylko głosem, Echo ciałem była, choć niezbyt szczebiotliwa, choć tylko na głos - głos ustami wydawała, i choć ostatnie tylko powtarzała dźwięki. [...]

Było źródło przejrzyste srebrzące się blaskiem, którego ni pasterze, ani górskie kozy nie tknęły, ani żadna trzoda. [...]

Tu chłopiec, polowaniem strudzony i skwarem, położył się na trawie. Jak piękne miejsce, jaka czysta woda!

Gdy schylił się nad źródłem, aby ugasić pragnienie, nagle inne pragnienie w nim się obudziło. Pije i pijąc widzi własnej piękności odbicie, pokochał to, co nie ma ciała, lub raczej sądzi, że ciałem jest złuda.

Zdumiony samym sobą, twarzą nachylony, nieruchomo tkwi jak posąg z marmuru. I widzi w źródle dwie gwiazdy - swe oczy, loki godne Bakchusa, godne Apollina, policzki gładkie, szyję jak z kości słoniowej, uśmiech warg wdzięcznych i rumieniec z śniegiem pomieszany.

Podziwia wszystko, co w nim samym godne podziwienia, sam siebie kocha, sobie się podoba, tak jak sam może innym się podobać.

Zbliża się, tamten z wody także się przybliża, uśmiecha się, uśmiechem odpowiada, rumieni się - budzi rumieniec.

Och, ileż razy zbliża usta do zwierciadła wody! Dłonie zanurza, chce objąć za szyję, nie może w wodzie złudnej sam uścisnąć siebie.

Nie wie, co widzi, lecz zachwyca się rysami widzianymi i złudą oczu łudzi własne serce.

- Niemądry, czemu uścisnąć się silisz ulotne odbicie? To, co widzisz jest niczym, co kochasz, obróć się, a zginie. To, co widzisz w zwierciadle jest odbiciem ciebie, nic nie ma w nim własnego, z tobą zjawia się i trwa, z tobą by znikło, gdybyś odejść zdołał. - Ani głód, ani snu pragnienie nie może oderwać Narcyza. Klęcząc na trawie wpatruje się nienasycenie w ułudne oblicze".

(Owidiusz Przemiany. Przekład Anny Kamieńskiej)

Driady i Pan

"Pan był pasterzem arkadyjskim, koczownikiem, jak wszyscy pasterze, lato spędzał w górach, a na zimę przenosił się do Etiopii. Wstawał z brzaskiem dnia i wychodził na łowy, z których wracał około południa. Posilał się czym tam miał, i kładł się w cieniu drzew, przy źródle szemrzącym, i cały las, i pola, i wzgórza, i doliny wiedziały, że jest to >>godzina Pana<<, której ciszy nie godzi się naruszać ni graniem, ni śpiewaniem, ni jakimkolwiek hałasem. Pasterze bali się Pana. On sieje popłoch nieoczekiwany wśród trzód, on ciężką zmorą, jako demon południowy, spada na śpiących i członki ich przytłacza niemocą.

Pod wieczór Pan gra. Wkoło niego tańczą Nimfy na leśnej polanie. Ich szaty lekkie i liliowe ciała wydają się z daleka niby mgły białe, podnoszące się wśród czarnych pni drzew. Pan gra na syrindze. To jego ulubiony instrument: kilka kawałków trzciny, nierównej długości, w jeden rząd ułożonych i razem skleconych woskiem. Prosta jest jego fletnia pasterska, lecz nie zamieniłby jej na złotostrunną kitarę Apollina. Bo w syrindze Pana jest to, czego nie ma w Apollinowej kitarze - serce.

Jakoż może być inaczej, skoro owa syringa była niegdyś dziewicą o słodkim głosie? Tak. Nazywała się właśnie Syrinks. Kozy pasała, Z Nimfami się bawiła, śpiewała równie pięknie, jak dziś. Ujrzał ją Pan i pokochał. Nie wiedział, co ma czynić, co jej ma rzec, aby mu była wzajemna. [...]

Pan nie miał szczęścia w miłości. Kobiety, które kochał, uciekały od jego uścisków. Gonił więc chyże Nimfy po leśnych polanach, a nieraz ku oburzeniu pasterzy wyrządzał krzywdę ich kozom. Opowiadano, że jedna tylko bogini księżyca, Selene, znajdowała w nim upodobanie, i pokazywano grotę, w której romantyczna kochanka wiecznie śpiącego Endymiona tuliła swą bladą twarz do kosmatej piersi syna Penelopy".

(Jan Parandowski Eros na Olimpie)


Bohdan Pociej

Recenzje:

MusicWeb